Aż dziw, że teraz, kiedy siedzę w domu, mniej mam czasu (ochoty?) na pisanie, niż wtedy, gdy pracowałam. To prawda, pochłonęły mnie prace domowe, przygotowania związane z nadchodzącym wielkimi krokami spotkaniem z naszą młodą (chwilowo młoda ma imię w zawieszeniu: do wyboru - Blanka, Hanna, Aniela. Blanka wciąż na prowadzeniu, ale dopuszczamy inne możliwości.). Czy to jednak jedyne wytłumaczenie braku pisania? A może to znak zbliżającego się pochłonięcia codziennością związaną z byciem z małą?
Miałam kilka myśli, którymi chciałam się podzielić ze sobą samą w tym blogu, ale jakoś ich nie zapisywałam. Zdaje się - jeśli dobrze odpamiętuję - dotyczyły dwóch spraw:
1. Specjalna pozycja ciężarnej w świecie.
2. Dziwactwa związane z produkowaniem gadżetów dziecięco-rodzicielskich.
Jako że nie mam nastroju na filozoficzne rozważania, zajmę się tylko punktem drugim.
Otóż:
- Dlaczego kupować nowo wyprodukowane rzeczy dla dzieci, jeśli w półkach, szafach i szufladach znajomych kryją się całe zastępy świetnych, upranych (im częściej prane, tym lepiej!), sprawdzonych ubrań? (dzięki naszym drogim znajomym mamy zapas ubranek na co najmniej trojaczki do 3 miesiąca życia); Dlaczego wydawać 30-50zł na ubranie, które w wersji używanej (kupionej w second handzie) kosztuje 2-6zł?
- Po co kupować dziecięcy proszek do prania, jeżeli są indyjskie orzechy piorące? (porównanie kosztów równie korzystne jak w punkcie wyżej)
- Dlaczego maleńkie skarpetki w rozmiarze może miesiąc-dwa życia posiadają na dole antypoślizg? (czyżby znak akceleracji rozwojowej??)
- Po co komu dżinsy w rozmiarze 56? (znalazłam odpowiedź - można stworzyć piękny prezent na Dzień Babci/Dziadka! - dżinsy w ramce)
- Dlaczego im bardziej ekskluzywny towar, tym więcej ma opakowań i tym bardziej śmierdzi chemicznymi dodatkami, których spranie zajmuje więcej niż 1 pranie?
- Dlaczego dominującymi na rynku dziecięcym (w szczególności niemowlęcym) kolorami są pastele?
- Czy małe dzieci używają śliniaczków?
- Skąd dążenie do stosowania mnóstwa kosmetyków do gładziutkiej, zdrowej niemowlęcej skóry?
Lista z pewnością będzie rozwijana. Im więcej spotkań z rynkiem dziecięcym, tym więcej zadziwienia.