czytane w trakcie
1. Joanna Woźniczko-Czeczott. Macierzyństwo non-fiction. Relacja z przewrotu domowego.
http://czarne.com.pl/katalog/ksiazki/macierzynstwo-non-fiction
Gorąco polecam wszystkim, którzy nie do końca świadomi wchodzą lub chcą wejść na tę drogę. Albo tym, którzy już weszli, przeżyli i chcieliby - już z pewnego dystansu - pośmiać się z samych siebie.
2. Barbara Temelie: Odżywianie według Pięciu Przemian dla matki i dziecka.
http://www.czerwonyslon.com.pl/ksieg_zo.php?tryb=zo003
Dla tych, którzy jednak będą mieli ochotę i możliwość odżywiać się zdrowo - przygotowując na poczęcie, a potem na spotkanie z malcem. Rewelacyjny przepis na zupę po porodzie, stawiającą podobno na nogi raz-dwa (kura+marchew+pietruszka gotowane przez 4-5godzin, pite przez 3 tygodnie 2-3 razy dziennie).
3. Jonathan Caroll. Białe jabłka.
http://www.rebis.com.pl/rebis/public/books/book.html?co=print&id=K2811.007
O życiu, śmierci, miłości i o tym, jak nowe życie wpływa na życie toczące się.
Wspaniały fragment o wpływie przeszłości na teraźniejszość i przyszłość oraz o zakłamywaniu tej przeszłości przez nasz obecny teraźniejszy umysł: ciężkie kamienie - kocie łby strachu z wtedy - dziś dla Isabelle są lekkie jak piórko. Dowód na zmiany i dowód na wpływ. Magiczna historia do autobusu lub poduszki.
4. Virginia Satir. Rodzina. Tu powstaje człowiek.
http://www.gwp.pl/333,rodzina-tu-powstaje-czlowiek.html
Warto wiedzieć, co się w sobie nosi i co się ma szansę/zagrożenie stworzyć. Choć terapii książka nie zastąpi, pewne rzeczy można dostrzec.
5. Jonathan Safran Foer. Extremely loud and incredibly close.
http://www.amazon.com/Extremely-Incredibly-Close-Jonathan-Safran/dp/0618329706
Piękna historia. Na pierwszym planie mały chłopiec cierpiący po stracie ojca i szukający jak w labiryncie śladów po nim. W tle: historia pewnego niezwykłego związku, głównie w odnalezionych listach. Poruszająca, zabawna, wciągająca, błyskotliwa.
http://mediarodzina.pl/prod/552/Wyzwoleni-rodzice--wyzwolone-dzieci
Niby poradnik. Niby nie lubię poradników. Niby głośny, więc tym bardziej przeze mnie omijany. Ale: podarowany w prezencie świątecznym przez moich Rodziców dla nas-rodziców, więc wzięty pod lupę z życzliwością. I? I warto do niego zajrzeć. A może lepiej napisać: zaglądać, bo często w perspektywie czasu umykają wartościowe spostrzeżenia.
Wśród takich wymieńmy dla pamięci kilka:
- w wychowaniu nie chodzi o uszczęśliwianie, ale o pomoc w stawaniu się pełnowartościowym człowiekiem;
- w codziennych relacjach odwołujemy się do uczuć - i własnych (szczególnie tych "zagrażających", złości, frustracji, zmęczenia), i tych wyrażanych przez dzieci (nie przeczymy im, mówiąc: nic się nie dzieje, nie przesadzaj);
- problemy zamieniamy w problemy do rozwiązania, a nie do narzekania i wyolbrzymiania; rozwiązań mają szukać dzieci, nie otrzymywać gotowych od rodziców;
- unikamy ogólnych określeń - i negatywnych, i pozytywnych (jesteś... "dobry, grzeczny, niegrzeczny, zdolny, wspaniały, wspaniałomyślny, złośliwy, leniwy itp.") - ponieważ zamykają wielowymiarową postać dziecka w zbyt sztywne ramy, grożąc wzbudzeniem poczucia winy, żalu lub frustracji. Zamiast tego opisujemy działania dziecka, przypominamy mu te, których może nie pamiętać i pozwalamy jemu samemu budować obraz swojej osoby;
- wciągamy dzieci do współpracy w tworzenie rodziny i ich samych, dając im poczucie sprawstwa i odpowiedzialności za siebie i innych.
- warto posługiwać się słowami, notatkami, humorem (tu: odgrywaniem ról!), działaniami (jako przeciwieństwem kar - działanie rodzica jako konsekwencja wyboru dziecka);
- dajemy wybór, by stwarzać dziecku możliwość podejmowania decyzji i brania odpowiedzialności;
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz