Jednak ci, co uważają, że kobiety w ciąży naciągają system i siedzą na zwolnieniach ile Bóg da, są w głębokim błędzie, jeśli rozważyć mój przypadek. Dokładnie 1. stycznia rozchorowałam się na grypę - jakbym samej ciąży nie uznawała za wystarczający powód do odpuszczenia sobie w pracy... Choć świadomie uważam, że jest wystarczającym powodem, bo ostatnie 3 miesiące oczekiwania aż proszą o to, by skupić się na przygotowaniu życia do spotkania z nowym człowiekiem.
Blanka w tej grypie chyba nie ucierpiała. Sprawdzimy to jutro u lekarza. Na pewno dostała niezły trening fitness, podskakując przy każdym moim kaszlnięciu. Mam tylko nadzieję, że sauny jej nie urządziłam, leżąc w dwudniowej gorączce...
Plany na to zwolnienie wielkie:
- przygotowanie mentalne (tu: odpoczynek u rodziców nad morzem, spotkania z bratanicą i bratankiem, bratem i bratową, spotkania z kuzynkami bliższymi i dalszymi, rozmowy z moimi kochanymi Dziadkami, praca nad genogramem),
- przygotowanie materialne (stworzenie przestrzeni w komodzie, w sypialni, skompletowanie wyprawki, jeszcze raz skompletowanie wyprawki, bo to rzeczywiście spore wyzwanie dla nas, którzy z zakupami zawsze byliśmy na bakier...)
- przygotowanie do roli (techniki i zasady opiekuńcze, szkoła rodzenia, otwarcie na nowy proces towarzyszenia w stawaniu się, byciu, doświadczaniu)
A 3 miesiące wydają się czasem tak krótkim, że aż mnie dreszcz przechodzi. I boję się coraz częściej, czy Blanka szybciej na świat nie przyjdzie.. Dzisiaj miałam sny na temat wózków. Pierwszy, jaki oglądałam, wydawało się, że dość standardowy, kosztował... 7000! Może więc zajrzę, co w tym wątku słychać na gumtree, żeby trochę ochłonąć :).
![]() | ||
| wykonano przy ul. Słoneckiego rękami Anny Jarosz http://www.puzzlenpieces.blogspot.com/ |

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz