Blanka jest na świecie od ponad dwóch miesięcy. Obecnie kręci się w wózku przy szumach suszarki i biciu serca dochodzących z głośników i ja żywię nadzieję, że jeszcze dośpi (spała 45minut, w czasie których zdążyłam zjeść, wejść na Internet, dogadać się z Anią co do wyjazdu do miasta, umyć głowę, ubrać się, włączyć pranie, przemyć umywalkę, zrobić herbatę laktacyjną, posprzątać ciuchy z podłogi w łazience), ona raczej żywi nadzieję, że drzemka skończona. Zobaczymy, czyja nadzieja matką głupich.
A propos herbaty laktacyjnej. Z okazji karmienia dziecięcia jako żywo alergicznego (choć raczej na olejki eteryczne i proszki, w co wierzę oby nie naiwnie) przeszłam na dietę - marzenie od lat. Ponieważ czasu i motywacji nigdy nie starczało, by ją wprowadzić, teraz - choć czasu jeszcze mniej - rozkoszuję się zdrowym jedzeniem z powodu tego małego motywatora. A gotuję wieczorami od 2 dni, bo niestety w ciągu dnia pobyt w kuchni ogranicza się do szybkiego wypicia szklanki wody. (W międzyczasie donoszę, że Blanki nadzieja tym razem matką głupich).
Właściwie można powiedzieć, że gotuję według pięciu przemian, choć na smaki nie bardzo zważam. Sezonowość uwzględniam, brak nabiału i kaszę jaglaną. Tę odkrywam w wielu odsłonach, łącznie z pesto jaglano-marchwiowym.
(Chyba jednak moja nadzieja matką głupich)
Mogę jeść ograniczoną liczbę warzyw, co nieco utrudnia sprawę - bo strączkowe odpadają z powodu możliwych wzdęć, podobnie kapuściane. I niestety, wszelkie świeże również... Więc nic surowego. To akurat w zgodzie z 5 przemianami, gdzie gotowanie się bardzo chwali, długie przetrzymywanie na gazie
(u nas niestety w tym wypadku indukcji). Czasu trzeba jednak mieć sporo... I nic na szybko przegryźć się nie da. No, niedobrze, choć zdrowo.
(Jednak moja nadzieja matką głupich, więc przepisy w kolejnym poście kiedyś.)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz