poniedziałek, 8 października 2012

równowaga wstrząśnięta

Wszystko zaczęło się 27.07, kiedy test wyszedł pozytywny. Nie pierwszy to raz w życiu, ale jednak pewne wstrząsy w codzienności wywołał. Po pierwsze: niedowierzanie. Po drugie: konieczność powtórzenia. Po trzecie: lekarz. Powtórzenie i lekarz zaliczone pozytywnie. Lekarz - z przychodni NFZ! - okazał się strzałem w dziesiątkę, choć i jego równowaga została poruszona wieścią o kolejnej udanej próbie. Początkowo odsyłał prosto do poradni, a ta prosto do lekarza. Punkt trzeci zatem spowodował poważne rozedrganie. Na szczęście malca to nie ruszyło i jak postanowił w połowie lipca (taki termin wydaje się realny na spotkanie malca z miłym domkiem we mnie), tak rósł dzielnie aż do dziś i do 29.03.2013, a może i 1.04., co by niezłym żartem było.
A wstrząsy pozamedyczne? Hmmm... no, w naszym duecie trochę drga. Radość przemieszana z lękiem. Więcej w W. tego drugiego, we mnie spokój i zachwyt nad naturą, biologią, cudem stworzenia. Bo ten malec przecież już jest KIMŚ. Od 3.08., kiedy Pan doktor uznał, że on nic nie widzi i od 10.08., kiedy jednak zobaczył maleńkie serduszko, ten ktoś jest KIMŚ. Dziewczynką/chłopczykiem? Ciekawym życia stworzeniem powołanym do istnienia przez nas, ale i przez samego siebie. Skąd przyszedł? Jakie ma dla nas zadania? Co chce poznać? Czego uniknąć? Do ilu rzeczy nas dopuści, ile przemilczy. Aż dreszcz przechodzi... Tak wielka przygoda nas czeka. Dla mnie już się zaczęła. Z W. jutro idziemy razem do lekarza. Może poczuje bicie serca i też przejdzie go dreszcz spotkania...

Ciało wciąż w równowadze, zadziwiająco wspaniale znosi obecność dodatkowego mieszkańca. Dobrze nam razem. Cóż, czekaliśmy na siebie, więc malec przybył w dobrze przygotowane miejsce. Niech się mości.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz