piątek, 19 października 2012

zmiany

Ciekawych zmian dopatruję się w sobie.

Pierwsza: przygotowanie mentalne na dziewczynkę poddane zostało piruetowi słowami pani doktor: "wskazanie na płeć męską", "będziemy potwierdzać, bo struktury bardzo małe". I we mnie wtedy zawrót głowy i spokojne uznanie: czemu nie? może być i chłopiec. Czeka nas inna przygoda, ale wciąż przygoda. Choć o imię trudno (opcje: Nikodem, Bazyli, Piotr, Olgierd, Gerard; każda z jakimś "ale" po którejś z rodzicielskich stron).

Druga: komputer zostaje coraz bardziej odstawiony na bok. Nie chce mi się go otwierać, wolę siedzieć rano przed pracą, patrząc w słońce albo czytając książkę.

Trzecia: obserwowana przez innych bardziej niż przeze mnie samą - równowaga we mnie. Więcej spokoju, więcej wyciszenia, więcej pewności siebie. Czy to cechy malca (hurra!), czy to cechy rodzącej się mamy (hurra2!), czy może jednego i drugiego (hurra hurra hurra).

Czwarta: jedzenie. Stałam się wybredna. Nie gustuję w zdrowych rzeczach. Podejrzenie? Gerard/Bazyli/Nikodem/Olgierd wdał się swoimi skłonnościami w tatę i nie będzie wielkiej różnorodności na jego talerzu...
Choć nadzieja jest, bo smakują mi śledzie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz